Są tacy, którzy jesienią siedzą pod kocem z herbatą. I są tacy, którzy zakładają toczek, dosiadają konia i ruszają na szlak.
Jeśli należysz do tej drugiej grupy – albo chcesz spróbować – wiedz, że to nie byle atrakcja.
Rajd konny po bieszczadzkich szlakach jesienią to czysta frajda: złote liście pod kopytami, powietrze pachnące lasem i ten spokój, którego nie znajdziesz nigdzie indziej. Trochę adrenaliny, trochę błota, dużo śmiechu i widoki, które zostają w głowie na długo.
A po całym dniu w siodle dobrze mieć gdzie odpocząć. I tu, cały w kolorach jesieni, wjeżdża Hotel Perła Bieszczadów – miejsce, gdzie można wysuszyć buty, spróbować bieszczadzkiej kuchni i wyciągnąć nogi w wygodnym łóżku. Alternatywą noclegu jest Hotel Solina ulokowany w jednej z najatrakcyjniejszych bieszczadzkich miejscowości.
Nie przegap corocznych obchodów Dnia Świętego Marcina i wybierz się na 11 listopada do Poznania, aby świętować imieniny ulicy tego patrona.
Św. Marcin – trybun rzymski – według legend, widząc żebraka rozdarł swój płaszcz na dwie części by połowę podarować zmarzniętemu człowiekowi. W 1891 r. proboszcz parafii św. Marcina w Poznaniu wezwał do kwesty na rzecz ubogich, a cukiernik Józef Melzer namówił szefa, by piec rogale świętomarcińskie i rozdawać je potrzebującym. To z tej idei wyrosło dzisiejsze świętowanie 11 listopada na ulicy Święty Marcin.
To radosne wydarzenie przyciąga wielu mieszkańców Poznania oraz turystów. Stało się najsłynniejszym cyklicznym listopadowym jarmarkiem. Wśród licznych atrakcji nie braknie muzyki, pokazów i Kiermaszu Świętomarcińskiego, na którym można zakupić m.in. różnorodne rękodzieło.
Miłośników atrakcji kulinarnych zachęcamy do posmakownia oryginalnych rogali świętomarcińskich, z pysznym nadzieniem z białego maku, udekorowanych lukrem i kruszonymi orzechami, z których słynie Poznań. Rogal kształtem nawiązuje do podkowy, którą zgubił niegdyś koń świętego.
Według polskiej tradycji obchody Dnia Świętego Marcina należy uczcić również daniem z gęsiny. W tym czasie na stołach króluje pieczona gęś w jabłkach, dania z piersi gęsi, a także gęsie podroby z dodatkiem żurawiny, porzeczek i tłuczonych ziemniaków.
Pewnego dnia ktoś zapytał: morze czy góry?
Międzyzdroje odpowiedziały: tak.
Bo właśnie tutaj, na skraju Bałtyku, można znaleźć miejsce, które delikatnie wymyka się nadmorskiej oczywistości. Kwacza Góra nie konkuruje z Tatrami — i bardzo dobrze. Ma własny styl: sosnowy las, klif, szum fal gdzieś w tle i drewniane schody, które prowadzą nie tylko w górę, ale też trochę poza codzienność.
To spacer dla tych, którzy lubią widoki zdobyte własnymi nogami, ale bez konieczności pakowania raków, termosu i filozofii przetrwania. Wystarczą wygodne buty, odrobina ciekawości i gotowość na przygodę.
A kiedy już nacieszycie oczy, płuca i aparat, warto zadbać o komfortowy nocleg. Idealnym obozem pierwszym dla takich wypraw będą Golden Tulip Międzyzdroje oraz odnowiony Hotel Wolin — bo nawet najpiękniejsze widoki lepiej wspomina się po dobrze przespanej nocy.
Sztolnie Walimskie w Górach Sowich to jedno z najbardziej intrygujących miejsc na Dolnym Śląsku – i zdecydowanie warte odwiedzenia!
To część tajemniczego projektu „Riese” („Olbrzym”), realizowanego przez III Rzeszę od 1943 roku. W masywie Gór Sowich powstawał rozległy kompleks podziemnych korytarzy i hal, który według historyków miał pełnić funkcje militarne oraz dowódcze. Do dziś pełne przeznaczenie tego miejsca nie zostało jednoznacznie wyjaśnione, co dodatkowo buduje jego niezwykłą atmosferę.
Zwiedzając sztolnie w Walimiu – kompleks „Rzeczka” – można zobaczyć autentyczne podziemia wydrążone w skale, ogromne hale oraz poznać techniki ich budowy. To także miejsce pamięci: projekt realizowano ogromnym kosztem ludzkim, wykorzystując pracę tysięcy więźniów i robotników przymusowych.
To nie tylko atrakcja turystyczna, ale również ważna lekcja historii. Jeśli interesują Cię tajemnice II wojny światowej, niezwykłe miejsca i górskie klimaty, Sztolnie Walimskie zdecydowanie warto wpisać na listę miejsc do odwiedzenia.
Aby w pełni poczuć klimat Dolnego Śląska i spokojnie odkrywać jego sekrety, warto zaplanować dłuższy pobyt:
Fot. materiał prasowy
Gdy jeziora skuwa lód, a do wiosny jeszcze trochę brakuje, miłośnicy żeglarstwa wcale nie chowają sprzętu do szafy. Wręcz przeciwnie – przesiadają się na bojery, czyli dość niszowy, ale niezwykle widowiskowy sport dla tych, którzy nie mogą doczekać się pierwszego ciepłego podmuchu wiatru.
Co ciekawe, rośnie liczba sportów polegających na jeździe po zamarzniętych jeziorach z napędem wiatrowym. Bojery, iceboardy czy inne lodowe konstrukcje pokazują, że zima wcale nie musi być martwym sezonem dla fanów wiatru i żagli.
Jezioro Zegrzyńskie, położone tuż pod Warszawą, to jedno z lepszych miejsc do uprawiania takich aktywności – duża przestrzeń, dobre warunki wiatrowe i łatwy dojazd sprawiają, że przyciąga zarówno doświadczonych pasjonatów, jak i ciekawskich obserwatorów.
A jeśli planujecie zimowy (lub przedwiosenny) wypad w te okolice, rekomendujemy noclegi w ośrodku Geovita Jadwisin – świetna lokalizacja i bezpośredni dostęp do jeziora to ogromny plus dla wszystkich, którzy chcą być blisko lodowych atrakcji.
W 1913 roku architekt Max Berg zaprojektował budynek, który wyprzedzał swoją epokę. Ogromna kopuła o rozpiętości ponad 65 metrów została wykonana z żelbetu – materiału, który nie był jeszcze szeroko stosowany, zwłaszcza w tak odważnych konstrukcjach. W tamtym czasie była to jedna z największych żelbetowych kopuł na świecie i prawdziwy przełom w architekturze.
Hala powstała w 1913 roku. Upamiętniała triumf koalicji antynapoleońskiej – m.in. Prus, Rosji i Austrii – nad armią francuską, symbolicznie związany z Bitwą Narodów pod Lipskiem w 1813 roku. Stąd nazwa: Hala Stulecia.
Miejsce to przyciągało artystów, polityków i ludzi sportu. Bywał tu m.in. Pablo Picasso, który odwiedził Wrocław podczas Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju w 1948 roku. Wcześniej, w latach 30., w tej samej hali przemawiał również Adolf Hitler, kiedy Wrocław był jeszcze niemieckim Breslau.
Dziś Hala Stulecia to przede wszystkim jeden z najważniejszych zabytków modernistycznej architektury na świecie, wpisany na listę UNESCO. Otoczona Parkiem Szczytnickim, Pergolą i słynną fontanną multimedialną, jest jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc Wrocławia.
To miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć. Z polecanego przez nas hotelu Four Points by Sheraton Wrocław do Hali Stulecia dojedziecie w około 10–15 minut. Można też wybrać się tam tramwajem linii 2 lub 10. Jeśli wysiądziecie na przystanku Zoo, możecie przejść przez Pergolę i fontannę multimedialną – to jedna z najładniejszych przestrzeni spacerowych we Wrocławiu.
Wyobraź sobie, że w kilka kroków przenosisz się z rozgrzanej słońcem rafy Morza Czerwonego do gęstej dżungli Kongo. Że nad głową przepływają rekiny i płaszczki, a obok Ciebie majestatyczne hipopotamy wynurzają się z wody.
To nie marzenie – to Afrykarium we wrocławskim ZOO. Jedyny taki obiekt na świecie, który opowiada o Afryce poprzez wodę i życie w niej ukryte. Miejsce, które wyróżnia się nie tylko na tle polskich ogrodów zoologicznych, ale i całej Europy.
Tu nie oglądasz – tu naprawdę przeżywasz podróż. Zmysłami, emocjami, dziecięcą ciekawością.
I choć Afryka wydaje się daleka, wystarczy przyjechać do Wrocławia na weekend, by ją odkryć. A po dniu pełnym wrażeń odpocząć w zupełnie nowym Four Points by Sheraton Wrocław – hotelu, który łączy komfort, design i świetną lokalizację.
Jeśli szukasz miejsca, które zachwyci i dorosłych, i dzieci – to właśnie jest to.